La Maison
Rzemiosło jako decyzja. Rozmowa o druku, technologii i pracy z materią
Rozwój technologii nie eliminuje rzemiosła – zmienia jedynie sposób, w jaki jest ono praktykowane. W rozmowie z Marcinem Dudziakiem, założycielem Marceli Printery, o druku, narzędziach i pracy z materią pojawia się pytanie o to, gdzie kończy się technika, a zaczyna decyzja. To właśnie w tym napięciu powstaje forma.
Jak dziś patrzysz na rzemiosło w kontekście rozwoju technologii druku? Czy druk nadal jest rzemiosłem?
Zdecydowanie tak. Można na to spojrzeć z dwóch perspektyw. Z jednej strony mamy rozwój technologii, który nie zawsze oznacza, że coś staje się po prostu lepsze. Zazwyczaj poprawia się jeden parametr kosztem innego.
W przypadku technik cyfrowych wiele aspektów technicznych rzeczywiście uległo poprawie – maszyny są bardziej wydajne, zajmują mniej miejsca, zużywają mniej materiału. Natomiast w praktyce jakość druku często ulega stopniowej degradacji. To nie jest zmiana gwałtowna, tylko proces rozłożony w czasie – podobnie było wcześniej z drukiem offsetowym.
Jednocześnie w obszarze technik narzędziowych nastąpił ogromny postęp. To, co kiedyś wymagało ręcznego rzeźbienia albo składania z czcionek, dziś można precyzyjnie wygrawerować maszynowo, uzyskując znacznie wyższą jakość i ostrość detalu.
My staramy się korzystać z rozwoju technologii tam, gdzie realnie podnosi jakość, a ednocześnie zachować techniki, które mają wartość rzemieślniczą tam, gdzie ona rzeczywiście istnieje.
Jakie techniki rzemieślnicze pozostają dla Was kluczowe?
Pracujemy przede wszystkim w technice typografii, która w swojej istocie jest tą samą techniką, którą wykorzystywał Gutenberg. Różnica polega na sposobie przygotowania narzędzi – dziś nie składamy ich z czcionek, tylko produkujemy w innych technologiach.
Najważniejsze jest jednak to, w jaki sposób tej techniki używamy. Typografia pozwala nie tylko przenieść obraz na papier, ale także go w niego wtłoczyć. Dzięki temu uzyskujemy relief – efekt, który jest jednocześnie wizualny i dotykowy.
Mamy wewnętrzne określenie: we don’t print, we press. Wszystko, co tworzymy, ma wymiar fizyczny – niezależnie od tego, czy pracujemy z farbą, folią czy tłoczeniem.
Drugą istotną techniką jest tłoczenie folią na gorąco, znane od XIX wieku, oraz bardziej zaawansowane tłoczenie wielopoziomowe, które pozwala formować papier w sposób przypominający rzeźbę – bardziej niż klasyczny druk.
Co wyróżnia Waszą pracę na tle innych pracowni?
Połączenie różnych porządków.
Z jednej strony pracujemy na tradycyjnych technikach, z drugiej rozwijamy własne technologie i budujemy maszyny dostosowane do konkretnych procesów.
Obok przestrzeni, w której znajdują się historyczne urządzenia drukarskie, funkcjonują u nas rozwiązania zrobotyzowane. To zestawienie starego i nowego tworzy spójny system pracy.
Jak wygląda Wasza praca nad projektem w praktyce, na przykładzie La Marqueuse?
Nie zaczynamy od gotowego projektu. Wchodzimy w proces znacznie wcześniej.
W przypadku La Marqueuse punktem wyjścia był branding, ale nie było jeszcze konkretnego projektu opakowań. Rozpoczęliśmy od rozmowy o obiekcie – jego strukturze, proporcjach, materiale.
Ten proces ma charakter warsztatowy. Powstają kolejne iteracje, testy, próby. To nie jest produkcja, tylko etap poszukiwania. W jego trakcie pojawiają się decyzje dotyczące zarówno konstrukcji, jak i detalu. Kierunek wyłania się stopniowo.
Czy fakt, że pracowaliście z marką biżuteryjną, miał wpływ na ten proces?
Na początku byłem raczej sceptyczny. Rynek opakowań biżuteryjnych jest bardzo zamknięty i silnie skodyfikowany. Istnieją określone standardy – zarówno estetyczne, jak i techniczne – których trudno jest nie powielać.
To bardzo wymagający obszar, w którym liczy się nie tylko forma, ale także parametry użytkowe: trwałość, sposób zamknięcia, ochrona obiektu.
Ostatecznie przekonała mnie determinacja zespołu La Marqueuse, żeby zrobić coś innego. To była decyzja, żeby wyjść poza schemat – i to otworzyło przestrzeń do pracy.
Na ile skomplikowane technicznie są te rozwiązania dla La Marqueuse?
Z zewnątrz te obiekty wydają się bardzo proste. I to jest świadome.
Najtrudniejsze elementy są niewidoczne – na przykład wielopoziomowe tłoczenia przechodzące przez krawędzie. To są rozwiązania wymagające technologicznie, ale ich celem nie jest demonstracja trudności, tylko osiągnięcie odpowiedniego efektu.
Dobre rzemiosło polega na tym, że złożoność nie jest eksponowana. Ma działać.
Jakie były główne założenia estetyczne tego projektu?
Kluczowe było odejście od języka branżowego. Opakowania biżuteryjne mają bardzo silny kod wizualny, który jest powielany globalnie.
Tutaj założeniem było stworzenie czegoś innego – bardziej subtelnego, opartego na precyzji i materiale, a nie na dekoracyjności.
Istotne było również zachowanie równowagi, tak aby opakowanie nie konkurowało z biżuterią, tylko ją wspierało.
Jak długo trwa taki proces?
To zależy od skali i złożoności projektu.
W przypadku La Marqueuse było to około dziewięciu miesięcy. Wynikało to z wieloetapowego charakteru pracy.
Sam proces produkcyjny jest znacznie krótszy - najczęściej liczony w tygodniach - ale to etap przygotowawczy decyduje o ostatecznym rezultacie.
Zapewniamy wsparcie ekspertów oraz usługę concierge, jeśli tego potrzebujesz
Umów spotkanie
Concierge
Oferujemy usługi pielęgnacji, naprawy oraz personalizacji naszej biżuterii
W duchu odpowiedzialności i transparentności nasze produkty mają sprawdzone pochodzenie